Radzewice wczoraj i dziś

Jak to dawniej w szkole bywało

 

     Możliwość zbudowania szkoły w swojej gminie Olędrzy mieli zagwarantowaną w przywileju

lokacyjnym. Otrzymali od właścicieli Kórnika bezpłatny grunt i materiał do postawienia budynku.

(Budowę  i remonty pierwszej szkoły potwierdzają dokumenty z 1838-1880 roku).

Początkowo szkoła miała charakter szkoły religijnej, w której dbano o zachowanie własnej kultury

i języka, uczono religii, pisania i rachowania. 


   Podczas zaboru pruskiego dostosowano nauczanie do obowiązującego prawa. Szkoła pozostała

ewangelicka, uczyły się w niej  głównie dzieci osadników z Hohensee (niemiecka nazwa zwykle

używana przez urzędników pruskich i Olędrów zamiast konsekwentnie stosowanej w tym samym

czasie przez dwór w Kórniku, polskiej nazwy Radzewskie Olędry). Obowiązkiem szkolnym były

objęte dzieci od 6 do 14 lat, nauka trwała więc 8 lat. Rzadko uczęszczały do miejscowej szkoły

dzieci z polskich rodzin, jeśli w ogóle, to głównie dzieci zamożniejszych gospodarzy. Nieliczne

polskie dzieci pobierały  naukę w pobliskiej  katolickiej szkole w Radzewie. 


    W obydwu szkołach  językiem wykładowym był niemiecki, a na koniec roku zawsze 

organizowany był egzamin z religii i podstawowych przedmiotów w obecności księdza lub pastora,

inspektora szkolnego, nauczyciela  i rodziców. Z pewnością było to dość stresujące doświadczenie

dla większości małych uczniów, szczególnie Polaków, ze względu na to, że na zadawane pytania

musieli odpowiadać w języku niemieckim.


    W 1910 roku postawiono nowy, duży budynek szkoły ewangelickiej, w którym mieściła się

przestronna izba lekcyjna i mieszkanie dla nauczyciela. W kosztach budowy placówki 

partycypował, aczkolwiek bardzo niechętnie, dwór kórnicki. Z nakazu urzędu pruskiego musiał

dostarczyć drewno i kamienie potrzebne do budowy nowej placówki.





 

  Budynek szkoły ewangelickiej postawiony w 1910 roku, 

z lewej strony znajduje się mieszkanie nauczyciela, z prawej sala lekcyjna


poniżej wygląd budynku od strony podwórka (zdj. 1974 r. z arch. p.Grzegorza Koniecznego)

 




   Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przeprowadzono reformę szkolną w 1920 roku,

w wyniku której zagwarantowano dzieciom obowiązkowy dostęp do nauczania na poziomie

szkoły powszechnej, a stopień organizacyjny szkół uzależniono od liczby nauczycieli i uczniów, 

nauka wreszcie mogła odbywać się w języku polskim. Szkoła w Radzewicach ze względu na

stosunkowo niewielką liczbę uczniów była szkołą jednoklasową z czterema oddziałami,

realizującą nauczanie siedmioletnie.


Co oznacza termin „jednoklasowa szkoła z czterema oddziałami”


    Warunkiem koniecznym dla utrzymania  szkoły w naszej  miejscowości w okresie

międzywojennym było zgromadzenie minimum 40 uczniów. Radzewice nie miały tak licznej

grupy dzieci w wieku szkolnym, dlatego dołączono dzieci ze Świątnik. Przy tak małym

gronie uczniów zatrudniano 1 nauczyciela, który prowadził zajęcia ze wszystkich przedmiotów.

Szkoła miała tylko jedną izbę lekcyjną, stąd nazwa szkoła jednoklasowa. 

     

   Nauka odbywała się w czterech oddziałach. Oddziały  I i II uczyły się razem oraz III i IV.

Oddziały wyższe uczyły się rano, niższe po południu.


W szkole realizowano nauczanie siedmioletnie, różnicując długość trwania nauki 

w poszczególnych oddziałach:

  • I oddział - 1 rok
  • II oddział - 1 rok
  • III oddział - 2 lata
  • IV oddział - 3 lata

   Nie wszystkie dzieci, mimo teoretycznego dostępu do szkoły kończyły edukację w wieku 14 lat.

Trudne warunki materialne powodowały, że część dzieci przerywała naukę po 4 latach i szła

na służbę lub pomagała rodzicom w pracach polowych i w opiece nad licznym młodszym

rodzeństwem. W tym czasie 
w polskich rodzinach posiadanie ośmioro czy dziesięcioro dzieci było 


dość częstym zjawiskiem. 

Najdotkliwiej biedę odczuwały dzieci z wielodzietnych rodzin, nie posiadających własnych

gospodarstw. 

   Do polskiej szkoły chodziły również dzieci niemieckich osadników (około 25 uczniów).

Ponieważ nauka odbywała się w języku polskim, dzieci niemieckie miały zapewnione 2 godziny

tygodniowo nauki języka niemieckiego oraz osobno naukę religii z pastorem z Bnina. Osadnicy

byli ewangelikami.

W okresie międzywojennym w szkole uczył Adam Świątek, od roku 1926 aż do wybuchu wojny

Władysław Pietraszewski.

 
Adam Świątek ze swoimi polskimi i niemieckimi uczniami w 1925r.
(źr. arch. dom. rodziny Rozmiarków)



 

Wpis z pierwszej strony kroniki szkolnej (autor Wł. Pietraszewski)







Zachowane w księdze szkolnej kopie świadectw - przykładowe arkusze w wykazem przedmiotów

z 1927 i 1929 r. 





Dzieci z Radzewic 1931 rok, Święto Dziecka (źródło: arch. domowe rodziny Rozmiarków) 

(warto zwrócić uwagę na liczbę małych dzieci we wsi oraz na specyficzne fryzury chłopców,

wspominała je z rozbawieniem pani Irena Pentek z domu Wąsik)




Świadectwo szkolne z 1939 roku


(źródło: archiwum domowe pani Doroty Fica)

 


   Po wybuchu wojny w 1939 roku przez parę miesięcy polskie dzieci  chodziły do szkoły 

w Radzewicach, przemianowanych ponownie na Hohensee. 
Później do końca wojny polskie

szkoły były zamknięte. Kilkoro tutejszych dzieci  pobierało w tym okresie bezpłatnie naukę

u państwa Murawskich 
(na podstawie wspomnień p. Haliny Tomczak i p.Wojciecha

Kowalewskiego).


Wybrane karty ze spisu  uczniów od 1875 - 1940 roku.




 

Pierwszy zachowany spis uczniów szkoły ewangelickiej, z 1875 roku, widnieją na nim
wyłącznie niemieckie nazwiska.
(Wszystkie archiwalia szkolne udostępnił pan Grzegorza Konieczny, który przez 20 lat
był dyrektorem szkoły w Rogalinie)

 Przed wybuchem pierwszej wojny światowej do szkoły uczęszczały już polskie dzieci, pojawiają się

bowiem takie nazwiska jak Snuszka, Skrzypczak, Paszkiewicz, Przepióra, Konieczny, Krysztofiak,

Szóstakiewicz, Jóskowiak, Kasprzyk, Jóźwiak, Taczak.


 

 Lista nazwisk dzieci urodzonych w latach 90-tych  XIX wieku,
z pojawiającymi się polskimi nazwiskami,

u góry znana i ceniona później we wsi Walentyna Snuszka (Rozmiarek) ,
późniejsza właścicielka największego gospodarstwa
w Radzewicach.

 










Ostatnie 4 strony z nazwiskami uczniów uczęszczających do szkoły tuż przed wybuchem
II wojny światowej.


Powojenne losy szkoły
 

   Zaraz po wojnie, jeszcze w kwietniu 1945 roku, rozpoczęto naukę w szkole w Radzewicach.

Nauczycielką była wtedy Zofia Hajnowicz, później ponownie po powrocie z obozu

koncentracyjnego w Mauthausen, na krótko posadę objął Władysław Pietraszewski i jego

żona Zofia. Od roku 1946  tymczasowo edukował tutejsze dzieci nauczyciel z Radzewa

- Tadeusz Nowak (na zdjęciu poniżej). W 1947 roku opiekę nad szkołą przejął Aleksander

Niestrawski.




 

Pierwsze powojenne zdjęcia dzieci szkolnych z 1946 roku, 

zrobione z okazji Święconki zorganizowanej przez nauczyciela.

(źródło: kronika szkolna)


    W tym czasie izba szkolna wymagała solidnego remontu, brakowało szyb, podłoga była

zniszczona przez grzyb. Wiele prac porządkowych wykonywano przy pomocy rodziców.

Dzieci z nauczycielem początkowo zbierały opał w lesie.

W szkole długo, bo aż do lat 70-tych nie było bieżącej wody, a ubikacje znajdowały się 

w podwórzu.

Od  czasu do czasu do szkoły trafiały skromne podarunki w postaci tranu, środków czystości,

cukierków i przyborów szkolnych dla dzieci. Na uroczystości szkolne pożyczano radio

od p. Walentyny Rozmiarek.

   Oprócz uroczystości szkolnych z okazji Świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia, 

Święta Dziecka, Święta Matki, Święta Pracy, w szkole w zależności od panujących opcji

politycznych organizowano także uroczystości „ku czci” Stalina, Lenina, Rewolucji 

Październikowej, a choinki były raz z Gwiazdorem i opłatkiem, innym razem z Dziadkiem Mrozem.

Zdarzyły się również choinki szkolne zorganizowana pod hasłem „wykonania planu

trzyletniego”,  co jak zapisał nauczyciel w kronice „uwypukliło się nawet w ozdobach

choinkowych” oraz pod hasłem „4 rok planu 6-letniego to wzrost dobrobytu mas pracujących”

(lata pięćdziesiąte).

Dzieci były bardziej pragmatyczne, bo najbardziej interesowały je świąteczne podarunki

przygotowywane przez szkołę i rodziców.

   Największą atrakcją dla dziatwy szkolnej były jednak wycieczki do Poznania, ponieważ wiele

tutejszych dzieci nigdy dotychczas nie było w dużym mieście i nie jechało koleją.
 

Po wojnie zmieniła się organizacja nauczania. Otwarto szkołę w Rogalinie dokąd przeniesiono 

dzieci ze Świątnik, a w Radzewicach utworzono szkołę czteroklasową.

Początkowo szkoła w Rogalinie zajmowała oficyny pałacu rogalińskiego, później oddano do

użytku nowy budynek szkoły tzw. Tysiąclatkę. 

   W naszej szkole uczyły się tylko  młodsze dzieci w klasach 1- 4,  starsze dzieci  uczęszczały do

szkoły w Radzewie lub Rogalinie. W 1948 roku szkoła prowadziła Kurs Oświaty Dorosłych,

w którym uczestniczyło 20 słuchaczy.

   W Radzewicach z roku na rok ubywało uczniów. Były lata, że do pierwszej klasy zapisano

tylko 1 dziecko, a liczba uczniów spadła do 6. W 1951 roku nastąpiła kolejna zmiana nauczyciela,

stanowisko to objął Kazimierz Mikołajczak, który pracował tutaj aż do likwidacji placówki.

Bardziej szczegółowe informacje z życia szkolnego można znaleźć w zachowanej do dzisiaj kronice,

obejmującej lata 1945-1974, którą ocalił i udostępnił p. Grzegorz Konieczny, były wieloletni dyrektor

Szkoły Zbiorczej w Rogalinie. 

    Zapiski w kronice szkolnej zawierają również cenne informacje, dotyczące ważnych wydarzeń

z życia wsi.


Wg zapisów w kronice szkolnej 13 czerwca 1954 roku nad Radzewicami przeszła potężna burza,

której skutki zostały opisane w kronice:

 

 

Fragment zapisu z kroniki szkolnej z 1954 roku.


W kronice znajduje się też informacja o elektryfikacji wsi w 1961 roku:





 

    W 1974 roku zamknięto szkołę w Radzewicach  likwidując nauczanie w klasach łączonych.

Od tej pory dzieci były dowożone transportem gminnym do szkoły w Rogalinie - przez kilka

lat traktorem, w nieogrzewanej zimą przyczepie, później autobusem szkolnym. 




 

                                                                                                                                                           fotAnna Szulc

 Budynek szkoły został oddany w dzierżawę na 10 lat Poznańskiemu Przedsiębiorstwu Robót

Instalacyjnych. Po przeprowadzonym remoncie w 1977 roku otwarto tutaj ośrodek wypoczynkowy.

W 1985 z powodu wyżu demograficznego ponownie na kilka lat uruchomiono w budynku filię

szkoły w Rogalinie z klasami 1-3 i oddziałem zerówki. Oprócz dzieci z Radzewic dowożono tutaj

także uczniów z Mieczewa.


 Obecnie w budynku szkoły znajdują się prywatne mieszkania, a sam gmach wpisany jest do

rejestru zabytków gminy Mosina.

  W archiwach domowych zachowały się fotografie szkolne z nauczycielem Kazimierzem 

Mikołajczakiem, który przepracował w tutejszej szkole 23 lata.




 

                                                              Rok 1960 czwarta klasa

 

w pierwszym rzędzie od lewej: Wanda Nowacka, Sława Rozmiarek, Czesia Kochanka, Zosia Król, 
        

drugi rząd:   Roman Wąsik, Andrzej Malicki, Józef Stelmach,  Aldona Szymańska,

Teresa Sołtysiak, Andrzej
 i Antek Kropacz, Kazimierz Mikołajczak z dziećmi Magdaleną

i Pawłem



 

Na zdjęciu:

 

Stanisław Jóskowiak, Mirek Młyńczak, Rafał Król, Renata Janicka, Irek Fica, Ewa Kowalewska,

 Mirka Kowalewska, 



 
od lewej pierwszy rząd : Ela Jankowska, Magda Rychlewicz, Jacek Kromuła, Beata Kowalewska,

Irek Fica, Ewa Kowalewska,                                                                                                                              
drugi rząd : Piotr Janicki, Bogusia Rychlewicz, Mirek Młyńczak, Witek Romanowski, Stasiu

Jóskowiak, ? , Renata i Grażyna Janickie, Grażyna Romanowska





Rok 1971, uczniowie klasy trzeciej i czwartej

 od lewej: Jarek Jóskowiak, Hanka Wąsik, Małgosia Zandecka, Andrzej Stelmach, Iwona Pentek,

Heniu Młyńczak, Ewa Katarzyńska, Romek Młyńczak, Marysia Kowalewska, Bola Fica,

Marek Malicki


(fotografie szkolne: archiwa domowe pań Doroty Fica, Aldony Szymańskiej, Sławy Karalus)





 

   W 1935 roku przed budynkiem szkoły został posadzony przez trzech tutejszych uczniów

Seweryna Skibińskiego, Mieczysława Szóstakiewicza i Stanisława Garasza dąb, aby upamiętnić

śmierć J. Piłsudzkiego. Dzisiaj to już wielkie, 81 - letnie rozłożyste drzewo.  

 
 

Złoty dąb ( autor Grzegorz Konieczny)

Głębia błękitu, obłok biały,
W słońcu szary spękany pień,
stare smutki niby strute strzały,
We śnie się ze mnie śmiały,
w listowiu pełnym złotych drżeń.

       Szumi Twój szeroki dech przestrzenny,
       Ruchem gałęzi w słońcu skrzy,
       niby w otchłani bezzdennej,
       Jak złoty pająk sturamienny
       przędnie błękitne moje sny.

Hej liście, które wiatr kolebie,
siejąc światła złoty chrzest,
Hej, obłoki mknące po niebie,
Już nie ma mnie, nie ma ciebie,
Tylko szczęście jest.








Komentarze do tej strony:
Komentarz pochodzi od DArietta, 14.06.2017, o 18:42 (UTC):
suuuuuuuper



Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja wiadomość: